Łososie górą
GADŻECIAK lubi sprawiać niespodzianki. Czasem rozegrają mecz na najwyższym światowym poziomie, a czasem grają jakby pierwszy raz na w życiu widzieli futbolówkę na oczy. Ich spotkanie z COFACE było jednak z kategorii tych pierwszych.
Pierwsza połowa to bardzo wyrównana walka, w drugiej przewaga Łososi nasilała się z każdą minutą. Rozpoczęło się od szybkiego trafienia autorstwa Tomasza Boroszko, zawodnik z 9 na plecach z szybkością Theo Walcotta pomknął prawą flanką i rewelacyjnym strzałem przy długim słupku umieścił futbolówkę w siatcei. Po tym trafieniu zawodnicy w różowych koszulkach oddali inicjatywę przeciwnikowi, ale co chwila kąsali ich świetnymi kontrami. W powietrzu pachniało golem i ktoś w końcu musiał trafić. Wtedy błysnął talentem Szymon Hryszczyk, minął jednego rywala i oddał znakomity strzał tuż przy słupku. Filigranowy magik w niebieskiej koszulce wyrównał rezultat spotkania. Odpowedź specjalistów od internetowej sprzedaży była natychmiastowa, już po paru sekundach rozpoczęli szturm na bramkę Tomasza Talarka. To poteżnym strzałe Piora Kazimieraka, goalkeeper Niebieskich odbił futbolówkę, jednak wobec dobitki Adama Białapko był już bez szans. 2:1 do przerwy znamienowało wyrównany bój.
Druga połowa to skoncertowa gra Łososi. Zawodnicy GADŻECIAKA grali na swoim najwyższym poziomie i udowadniali to kolejnymi bramkami. Najpierw musieli jednak dostać impuls do działania, a okazał się nim wyrównujący gol Konrada Zająca. Lider defensywy COFACE tym razem zapędził się pod pole karne i potężnym strzałem pokonał Daniela Kowalskiego. Zawodnicy w różowych koszulkach nie mogli sobie pozwolić na taki obrót spraw i przeprowadzili prawdziwy najazd na bramkę Talarka. Prowadzenie szybciutko przywrócił Białapko, a dwa następne trafienia padały po lobach nad bezradnym goalkeeperem Niebieskich. Najpierw Wojciech Kłak zdecydował się przerzucić bramkarza Ubezpieczycieli, a po chwili pozazdrościł mu Paweł Głuszek i on również zdecydował się na przerzutkę w stylu samego Leo Messiego.
Najazd trał w najlepsze, a gole padały jak muchy. Nie minęła minuta, a Głuszek podwyższył prowadzenie na 5:1. Programisci atakowali, ale albo brakowało im szczęścia przy wykończeniu albo Daniel Kowalski popisywał się pięknymi paradami. Ostanie dwie minuty tego spotkania skradli Boroszko i Kłak, którzy (minuta po minucie) pokonali Talarka.
Kolejne trzy punkty trafiają na konto Łososi, natomiast ich rywale muszą obejść się smakiem i popacować nad utrzymaniem koncentracji przez dłuższy czas. Jest to bowiem kolejny mecz, w którym do 25 min grają wyrównane spotkanie, po czym opadają z sił i w ostatnich 15 min szansę na zwycięstwo wypuszczają z rąk. Głowa do góry Panowie, będzie lepiej !
Damian Ambrochowicz
