Bez niespodzianki
Nie było niespodzianki w spotkaniu NFOŚiGW – TRANS KORONA. Zamykający tabelę gracze z Kozienic ulegli swoim rywalom 2:4.
Od początku do ataków ruszyli zawodnicy w zielonych trykotach. W 8. minucie strzegący bramki TRANS KORONA Wiktor Karpała po raz pierwszy musiał wyciągać piłkę z siatki. Jego katem okazał się Przemysław Kuśmierczuk, dla którego było to drugie trafienie w tym sezonie ligowym. Trzy minuty później było już 3:0. Sebastian Rogalski najpierw sam trafił do siatki, a po kilkudziesięciu sekundach jego dogranie wykorzystał popularny w piłkarskich kręgach „Panas”, czyli Piotr Panasiuk. TRANS KORONA próbowała się jednak odgryzać i to opłaciło się chwilę później za sprawą Jakuba Gaickiego. Brodaty „Gumiś” nie miał żadnej litości dla Rafała Klimka i zdobył pierwszą bramkę dla swojego zespołu. Jak się okazało, było to ostatnie trafienie w pierwszej części spotkania.
Drugie 20 minut nie zmieniło obrazu gry. Gracze NFOŚiGW kontrolowali przebieg wydarzeń, co i rusz zagrażając bramce Wiktora Karpały. Dopięli swego w 32. minucie – Piotr Kowalski dograł do Roberta Strzeleckiego, a ten położył golkipera rywali i bez problemu zdobył czwartą bramkę dla swojego zespołu. Instynkt strzelecki przechodzi, jak widać, z pokolenia na pokolenie – tata Roberta jest bowiem jednym z najskuteczniejszych oldbojów i weteranów w Warszawie. TRANS KORONĘ było stać już tylko na jedno trafienie. W ostatniej minucie gry rzut karny, niczym Boubacar Barry w finale Pucharu Narodów Afryki, pewnie egzekwował Wiktor Karpała. To było jednak za mało i piąta porażka TRANS KORONY w tym sezonie stała się faktem.
Za tydzień TRANS KORONA będzie miała okazję odpocząć, natomiast ciekawy mecz czeka NFOŚiGW. Rywalem tej ekipy będzie, nieobliczalny jak zawsze, OUTBOX.
Emil Kopański
