DSV wygrywa po twardym spotkaniu
Konia z rzędem temu, kto mógł przewidzieć, ile emocji, także tych nie do końca sportowych, przyniesie spotkanie DSV z MOTA-ENGIL. Ostatecznie trzy punkty powędrowały na konto DSV, ale Portugalczycy z MOTA-ENGIL nie sprzedali tanio skóry.
Początek spotkania był bardzo wyrównanym widowiskiem. Oba zespoły grały twardo i nieustępliwie, a walka toczyła się głównie w środku pola. Jako pierwszy na sześć minut przed końcem pierwszej połowy do siatki trafił Sebastian Parzychowski. Zawodnicy MOTA-ENGIL, niesieni wsparciem obserwującego spotkanie zza linii bocznej napastnika Legii Warszawa, Orlando Sa, nie zamierzali jednak się poddawać. W 18. minucie zdobyli bramkę, która zapewne kandydować będzie do miana bramki sezonu. Na strzał z własnej połowy boiska zdecydował się Helder Vicente. Piłka pędząca niemal z prędkością światła zaskoczyła kompletnie golkipera DSV i wpadła do siatki. Portugalczycy poszli za ciosem i minutę później cieszyli się już z prowadzenia. Tym razem skutecznym uderzeniem popisał się Duarte Aranjo. Na przerwę MOTA-ENGIL zeszło wygrywając 2:1.
To nie był koniec emocji. W 30. minucie do wyrównania doprowadził będący w znakomitej dyspozycji Sebastian Parzychowski. Wtedy to nerwy mocno udzieliły się Joao Saracho, który po niesportowym zachowaniu został ukarany wykluczeniem z gry. Kilka minut trwało uspokajanie krewkich południowców, nie pomogła nawet interwencja Orlando Sa, który przez mikrofon starał się wpłynąć na swoich kolegów. Osłabienie rywala szybko wykorzystali gracze DSV. Kolejne dwa trafienia Sebastiana Parzychowskiego rozwiały wszelkie nadzieje MOTA-ENGIL na dobry wynik. W końcowych minutach gra była bardzo nerwowa, ale na szczęście wszyscy zeszli z boiska w zgodzie.
Dla drużyny DSV było to pierwsze zimowe zwycięstwo. MOTA-ENGIL sezon zaczęło od porażki, ale z pewnością Portugalczycy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa…
