Zwycięstwo w drugiej połowie
Mecz debiutantów zakończył się zwycięstwem teamu w czerwonych koszulkach, szale zwycięstwa przechylili jednak dopiero w drugiej części spotkania i to właściwie w ostatnich minutach.
Spotkanie w pierwszej połowie wyglądało jak partia szachów, spokojne rozgrywanie piłki, mało ataków, głównie gra w obronie. Trzeba oczywiście przyznać, że obie drużyny bardzo dobrze radzą sobie w destrukcji, gdy przeciwnik znajdzie się na połowie od razu doskakuje do niego obrońca. To trochę tak jakby oglądać starcie Chelsea – Atletico Madryt. Dodatkowo w bramkach obu zespołów mieliśmy prawdziwe ściany - tak Mateusz Krys jak i Maksim Artiomenko byli dzisiaj świetnie dysponowani. Wynik meczu otworzył dopiero w 13. minucie Dariusz Kudaj zachowując zimną krew w sytuacji sam na sam. Odpowiedzią na to trafienie był strzał z bardzo ostrego kąta w wykonaniu Artura Łabanowskiego.
Zawodnicy zeszli, aby uzupełnić płyny i naradzić się jak grać w drugich 20 minutach. Narady przyniosły pewien efekt gdyż po przerwie mecz nieco się rozkręcił. Zawodnicy wcześniej schowani za podwójną gardą, śmielej teraz atakowali, a mecz nabierał rumieńców. Bramka Wiktora Niedzieli z 31. minuty jeszcze bardziej rozkręciła to spotkanie. Szybkie podania, przerzuty, gra z kontry, naprawdę szkoda, że tak późno przebudziły się obie strony. W końcówce spotkania zawodnicy GOLDENLINE już opadli z sił co skrupulatnie wykorzystali ich przeciwnicy w czerwonych strojach. Krzysztof Lewandowski popędził prawym skrzydłem niczym Jakub Błaszczykowski i zagrał świetnie do Wiktora Niedzieli, który bez większych problemów skierował futbolówkę do siatki. Ten sam zawodnik niecałe 60 sekund później ponownie trafił do sieci, a na zakończenie, kilka sekund przed gwizdkiem Krzysztof Lewandowski już nie asystował tylko sam zachował się niczym rasowy napastnik i ustalił wynik spotkania na 5:1.
Z presją debiutu lepiej poradzili sobie zawodnicy MEDIA-SATURN, a ich rywale w czarnych trykotach na swój pierwszy triumf będą musieli jeszcze poczekać już za tydzień zmierzą się z MICHAEL PAGE.
Damian Ambrochowicz
