Czyżby klątwa?
Ten mecz zapowiadał się naprawdę ciekawie. O wiele lepiej grający teraz zawodnicy w czarnych strojach z dużym zapałem weszli na boisko. Widać było, że chcą wygrać tę potyczkę. Niestety, nie tym razem. Jak to mówią: „historia lubi się powtarzać”. Do tej pory BBA ma na koncie dwie porażki, co prawda w obu przypadkach byli o włos od zwycięstwa, ale tu liczy się tylko zwycięstwo…
Już po dwóch minutach wynik otworzył Jacek Głodek - potężnym uderzeniem z dystansu huknął w samo okno bramki nie dając bramkarzowi żadnych szans nawet na reakcję. Ta bramka mogła się podobać przyglądającym się z boku poczynaniom obu ekip.
GE EDC nie pozostali dłużni, po straconej bramce ruszyli do przodu tworząc sobie okazje do wyrównania. Łukasz Mucha wyłożył piłkę Jakubowi Gronowskiemu a ten bez przyjęcia posłał piłkę do siatki. Już wtedy wszyscy wiedzieli, że nie będzie to łatwe spotkanie. Wyrównane szanse i akcje z obu stron dostarczały nam sporą dawkę emocji.
Do przerwy mieliśmy wynik 2:1 dla czarnych koszul, spotkanie równe, bez faworyta. Nikt nie spodziewał się tego, co stanie się w 2. części meczu. Początek taki sam jak pierwsza połowa. Zdziwić mogło dopiero to, co działo się od 30. minuty meczu. Wtedy niebiescy przegrywali 3:5. Obudzili się i ruszyli do przodu z każdą akcją spychając rywali do własnego pola karnego. Dało im to możliwość rozgrywania spokojnych ataków pozycyjnych, a także miało przełożenie na celność podań. Na pięć minut przed końcem spotkania doszło do wyrównania - Łukasz Kubowicz do Jakuba Gronowskiego i strzał, nic prostszego. Gracze BBA wyczuwali co się dzieje, klątwa trwa. Podobnie jak w poprzednich spotkaniach tak i teraz wygrywając przez większą część meczu, na koniec tracą prowadzenie, żeby ostatecznie przegrać.
Trzy ostatnie minuty były decydujące, trzy ciosy po trzech szybkich kontrach zapewniły wygraną zawodnikom w niebieskich strojach i bezcenne trzy punkty. Pierwsza wygrana w sezonie... w końcu od czegoś trzeba zacząć. Liczymy na więcej tak zaciętych spotkań, widzimy się w następnej kolejce!
Zawodnik meczu: Tomasz Świerczyński
Pokazał się jako typowy playmaker - dobry przegląd pola, świetne szybkie podania, piłka prowadzona tuż przy nodze, sporo wygranych pojedynków jeden na jeden, bramka i w końcu dwie asysty zapewniły mu to miano.
