Na Matysiaka, nie ma cwaniaka
LIBERTY i INTERRISK to dwie drużyny, które ze zmiennym szczęściem grają od początku nowego sezonu. Obie są bardzo ambitne i nie zadowala ich środek tabeli. Mieliśmy więc przed sobą walkę na całego.
W naszych ligach bardzo często początki meczów to szachy, zimna kalkulacja. Zespoły starają się nie stracić szybko gola, przez co gra rozkręca się dopiero po pierwszej stracie. Tutaj jednak wszyscy odbiegli od tej normy i mecz zaczął się z wysokiego C. Po 3 minutach na naszej świetlnej tablicy mieliśmy już remis 1:1 - na błyskawicznego gola Piotra Talarka odpowiedział równie szybko Michał Kamiński.
Ubezpieczyciele poszli za ciosem i po chwili prowadzili. To był mecz, w którym zawodnicy z Chocimskiej prezentowali swoje indywidualne popisy. Panowie poczuli wiosnę, a słoneczko podziałało na nich tak, że wcielili się w role brazylijskich piłkarskich magików. Solowe akcje zapewniły zwycięstwo do przerwy, ale Biali czuli, że nie mogą odpuścić, bo tylko na to czeka ich rywal. Gra obronna Ubezpieczycieli była świetna, ale to głównie zasługa Krzysztofa Matysiaka, który z bramki zarządzał poczynaniami defensywnymi swych kolegów. Krzysztof nie miał jednak szans, gdy Marcin Boczkowski stanął z nim oko w oko i pewnie wykorzystał rzut karny. Patryk Zgorzelski, który wkręcał oponentów w murawę ustalił wynik już w 27. minucie, chociaż w końcówce spotkania niejednokrotnie było gorąco pod polem karnym teamu z Chocimskiej.
Zespół LIBERTY wskakuje na pozycje wicelidera i czuje się prawie usatysfakcjonowany. Prawie, bo ambicja nie pozwala im się cieszyć z drugiego miejsca. INTERRISK nie załamuje rąk i rusza na weekendowe treningi, aby już w przyszłym tygodniu wywindować w górę tabeli.
Zawodnik meczu: Krzysztof Matysiak
Jeden z najbardziej pogodnych i pozytywnych zawodników goszczących nasze boiska. Był w tym meczu kopany i ostrzeliwany, ale pomimo tego świetnie wywiązywał się ze swojej roli, jak zawsze zresztą.
Damian Ambrochowicz
