Jeszcze nie tym razem
Drugiej porażki doznali zawodnicy SAP. Tym razem Paweł Winciorek i spółka musieli uznać wyższość SPIE, chociaż w końcowych minutach przysporzyli swemu rywalowi mnóstwo problemów.
Pierwsza połowa nie przyniosła wielu emocji. Obu zespołom zależało przede wszystkim na tym, aby nie stracić gola. I to się udawało przez dziesięć minut. Jako pierwszy wyższość napastnika rywala musiał uznać golkiper SAP. Na strzał zdecydował się Paweł Jankowski, a piłka po rękach bramkarza wpadła do siatki. Radość zawodnika SPIE była przeogromna tym bardziej, że ledwie chwilę wcześniej pojawił się on na boisku. SAP próbował się odgryzać, ale dobrze zorganizowana defensywa, kierowana przez Małego Wielkiego Człowieka, czyli Marcina Hunskopfa, nie dawała wiele pola manewru. Co gorsza dla SAP, tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę meczu, właśnie Hunskopf podwoił stan posiadania SPIE.
Przerwa podziałała pobudzająco na obie drużyny, które ruszyły do ataku. Na efekty nie trzeba było długo czekać – w ciągu czterech minut po wznowieniu rywalizacji, piłka znalazła drogę do siatki czterokrotnie! Trzy z trafień były dziełem Mateusza Boczka, który pokazał, że może być równie sławny co noszący to samo nazwisko Arnold. Ba, w czwartkowy wieczór przebił sławą nawet bohatera serialu! Po kilku spokojniejszych minutach do natarcia ruszył SAP. W 34. minucie na listę strzelców wpisał się Jan Tomczak, co podkręciło jego kolegów z drużyny. Marek Głazowski i spółka co i rusz ostrzeliwali bramkę SPIE, jednak nie zdołali pokonać bramkarza managerów. Sami natomiast padli ofiarą kontry – w ostatniej minucie wynik spotkania ustalił Maciej Walencik.
Zawodnik meczu: Mateusz Boczek [SPIE]
Uśmiechnięty, sympatycznie nastawiony do otoczenia, ale niech to nikogo nie zwiedzie. Na boisku zamienia się w prawdziwego killera. W czwartek zdobył hat-tricka, znacząco przyczyniając się do ostatecznego sukcesu SPIE.
