Bezlitośni
W wielkim stylu na pozycję lidera ELIT IV ligi wrócili zawodnicy Grupy ZPR Media. W meczu z energetykami z RWE wykonali nie 100, a 1000% normy, bezlitośnie dziurawiąc siatkę rywali.
Wiele obrazowych porównań ciśnie się na usta, gdy spojrzy się na wynik spotkania Grupy ZPR Media z RWE, bowiem to, czego świadkami byliśmy we czwartkowy wieczór na boisku przy ulicy Zbaraskiej nie zdarza się na co dzień. Totalna dominacja, wdeptanie w ziemię, deklasacja - to za mało. Energetycy polegli jak Krzyżacy pod Grunwaldem i z pewnością nie łatwo będzie im się podnieść po takiej klęsce.
Już przed meczem zdecydowanymi faworytami byli mediowcy, a szanse RWE na korzystny rezultat zmniejszał dodatkowo fakt, że na ich ławce rezerwowych próżno szukać było żywej duszy. I z pewnością z duszą na ramieniu energetycy przystąpili do tego spotkania. Nie położyli się jednak od razu na boisku, prosząc o jak najniższy wymiar kary – to trzeba im przyznać; przez pierwsze trzy minuty skutecznie bronili się przed zdecydowanymi atakami rywali, a i później, pomimo narastającego zmęczenia i zniechęcenia starali się trzymać fason. Masakrę piłą futbolową rozpoczął Adam Zagórny, a potem poszło już z górki. Wielki apetyt na małe bramkowe co nieco miał zwłaszcza Łukasz Wilk, z pewnością wygłodniały po zeszłotygodniowej pauzie. Nie ustępował mu Rafał Bocheński, który jeszcze przed przerwą skompletował klasycznego hattricka. Tę dwójkę łączyła wyraźna nić porozumienia, co udowadniali szukając się wzajemnie niemal w każdej akcji. Prawdopodobnie nawet z zawiązanymi oczami zawodnicy Grupy ZPR Media byliby w stanie, grając na pamięć, odnaleźć na boisku swojego kolegę z drużyny. Pierwsze 20 minut nie pozostawiło złudzeń, która z drużyn legitymuje się dyplomem futbolowego uniwersytetu, a która, na razie, musi się jeszcze wiele uczyć.
Osiem zdobytych w pierwszej połowie bramek w żadnym wypadku nie było wystarczające dla świetnie dysponowanych w tym dniu „Los blancos”. Szybko padła granica dwucyfrowego wyniku, a później już tylko ludzka wyobraźnia mogła im wyznaczyć granicę dla pomysłów na efektowne rozegranie pełnych rozmachu akcji ofensywnych. Strzał za strzałem, bramka za bramką, momentami trudno było nadążyć za technicznymi oraz taktycznymi fajerwerkami i ogólnym szaleństwem. Po przerwie tryb bestii włączył się Kamilowi Łuniewskiemu, który nie zamierzał w żadnym wypadku brać jeńców i aż sześciokrotnie w tej części gry pokonywał chwilami wyraźnie rozkojarzonego golkipera RWE, Aleksandra Rybickiego. „Ryba” w sumie 20-krotnie musiał wyjmować piłkę z siatki, ale zaliczył również 22 udane interwencje, czym zapobiegł jeszcze wyższej porażce. Z kolei jego kolega po fachu z drugiej strony boiska, Piotr Zawadzki, wynudził się zapewne jak przy czytaniu „Nad Niemnem”, gdy jednak zaszła taka potrzeba potrafił obronić groźny strzał z dystansu Patryka Jurasika. Reprezentanci czwartej władzy do końca walczyli o gola numer 20, osiągając swój cel na sekundy przed końcem, a ostatnie słowo w tym meczu należało do Tomasza Skonieczko.
Zawodnik meczu: Kamil Łuniewski [Grupa ZPR Media]
Przed przerwą z jedną małą asystą, po zmianie stron pan i władca murawy. Sześć goli i trzy asysty, takimi występami zdobywa się szacunek.
Piotr Nowicki
