Strzelanina w drugiej połowie
Boleśnie z ligą przywitała się ekipa CDP INVADERS. W czwartek uległa SPIE 4:8, ale pozostawiła po sobie dobre wrażenie.
Bolesne przywitanie miał zwłaszcza Jakub Wójcik. Już w pierwszej minucie został „ustrzelony” piłką w twarz przez Mateusza Boczka, ale to był jedynie nokdaun, a nie nokaut. Po chwili Wójcik wrócił do gry i to jak! Rozdrażniony szybko skarcił swoich rywali. W 10. minucie wykorzystał podanie Marcina Guza i zapakował futbolówkę do siatki. Wybuch radości w drużynie CDP INVADERS był tak ogromny, że słychać go było z pewnością nawet po drugiej stronie Mostu Gdańskiego. Jak się okazało, szczęście nie trwało długo, bo już trzy minuty później wyrównał Maciej Walencik i właśnie remisem 1:1 zakończyła się pierwsza połowa spotkania.
Druga rozpoczęła się od bardzo mocnego uderzenia SPIE. „Bene” i spółka ruszyli z ogromnym animuszem i przytupem. Chwilę po wznowieniu gry prowadzili już 3:1, a szczególnie pierwsze trafienie okazało się wielkiej urody. Na strzał od środka boiska zdecydował się Bartosz Pawlak, a piłka znalazła się idealnie w „widłach” świątyni strzeżonej przez Adama Szymaszka. Pająki, które zdążyły już uwić sobie sieć pod spojeniem słupka z poprzeczką będą musiały zaczynać od nowa. Po kolejnych trzech minutach zawodnicy CDP INVADERS zdobyli bramkę kontaktową, ale tego dnia Pawlak był nie do zatrzymania. Jego płaskie strzały co i rusz sprawiały wiele problemów golkiperom – aż dziw, że obrońcy zostawiali mu tyle swobody! Przed końcem spotkania dorzucił jeszcze trzy gole, kompletując tym samym podwójnego hat-tricka. CDP INVADERS odpowiedzieli dwoma trafieniami w ostatniej minucie, ale musieli pogodzić się z porażką.
Zawodnik meczu: Bartosz Pawlak [SPIE]
Obrońcy nie mieli z nim łatwego życia – ruchliwy, kreatywny i przede wszystkim skuteczny. Sześć bramek w jednym meczu – to musi robić wrażenie!
