Tiki-taka OUTBOX-u
Niesamowity przebieg miało spotkanie MEDIA-SATURN z OUTBOX-em. Do przerwy - skromnie, bo 1:0 - prowadzili ci pierwsi. Ale w drugiej połowie worek z bramkami się rozwiązał, ale na korzyść tych drugich. Bardziej doświadczona ekipa, w pierwszej części gry zupełnie nieskuteczna, w drugiej zdobyła aż siedem goli i ostatecznie wygrała 7:4.
OUTBOX strzelał dużo lepiej i... piękniej. Kilka goli śmiało mogłoby kandydować do miana najładniejszych w kolejce - w 28. minucie, gdy OUTBOX powoli rozkręcał swoją machinę do strzelania bramek, trio Marcin Kiedrowicz-Łukasz Grydziuszko-Artur Kozak przeprowadzili piękną trójkową akcję zakończoną golem tego pierwszego. Piłka pięknie krążyła od nogi do nogi, aż w końcu wylądowała w siatce - rywalom musiało zakręcić się w głowie...
Marcin strzelił jeszcze jednego pięknego gola - w 31. minucie stał tyłem do bramki, a mimo to czubkiem buta skierował piłkę do bramki Roberta Bułanowa. I to w samo jej okienko! Coś niesamowitego. Dla takich goli warto przychodzić na Warszawiankę!
OUTBOX grał tego dnia lepszy futbol. Od MEDIA-SATURN był szybszy, lepiej zgrany, skuteczniejszy... ale dopiero w drugiej połowie. W pierwszej, o dziwo, lepiej prezentowali się ci pierwsi - na dowód bramka Damiana Baraniewskiego zdobyta tuż przed przerwą. Niestety dla ekipy Tomasza Płoski i spółki, prowadzenia nie udało się utrzymać - mimo ambicji i woli walki, bo tego "błękitnym" odmówić nie można niemal nigdy.
PW
