Spokojnie, zaraz wpadnie
Remis chyba najlepiej oddaje przebieg spotkania. Liczba sytuacji po obu stronach boiska była zatrważająca, lecz niestety tylko nieliczne z nich zbliżały się do siatki. Zaczęło się od Romana Kostiaka z EY, który już w 2. minucie postanowił przyprawić zawodników EMERLOG o zawał obijając ich słupek. Na tym jednak się nie skończyło, gdyż niespełna minutę później ten sam człowiek znów ruszył do ataku i tym razem asystą ugościł Piotra Walikowidza, który bez zastanowienia skierował piłkę do siatki. Niedługo potem Piotr Lewandowski postanowił spróbować swoich sił, lecz to zadziałało w dwie strony. Najpierw zobaczyliśmy bramkę w jego wykonaniu, a kilka minut później niezgrabnego samobója, kiedy zawodnik wpadł do własnej bramki z piłką.
To jednak w drugiej połowie zobaczyliśmy spektakularne akcje. Wiele z nich to były strzały z odległości, które wydają się zawodnikom obu drużyn dobrze znane. Większość z nich niestety kończyła tuż nad bramką lub centymetry obok. Najbardziej zaimponował nam Artur Jatczak, który w dwie minuty strzelił dwa bramki i to obie w ten sam niebanalny sposób, gdyż piętką. Tytułowe słowa wypowiedziane przed zawodników Białych sprawdziły się jednak niedługo potem, gdy tuż przed końcem meczu po niezliczonych próbach do wyrównania doprowadził Emil Wincewicz.
Plusy:
- duża ilość strzałów (w tym wiele bardzo dobrych i miłych dla oka) sprawiły, że ten mecz to była czysta przyjemność do oglądania
- obie drużyny bardzo pracowały na wygraną, do było widać od początku do końca. Trzeba jednak przyznać, że remis jest sprawiedliwy
Minusy:
- brak, naprawdę rewelacyjne spotkanie bez wad!
Zawodnik meczu: Artur Jatczak [EY]
Nie dość, że ponownie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie (,a końcowo wywalczył cenny punkt) to jeszcze zrobił to w świetnym stylu. BRAWO!
