One team show
O takich spotkaniach ciężko napisać wiele - wynik 10:2 mówi sam za siebie.
ETERNIS zaczął bardzo dobrze - wystarczyły 3 minuty meczu, a już prowadzili dwoma bramkami. Niestety, po upływie tych trzech minut Biali praktycznie zniknęli z boiska. Dali sobie wbić po 5 bramek w każdej połowie, co chwila tracili piłkę. Pozwolili Bankierom zrobić sobie z tego meczu grę treningową: Lwy mijały ich beznamiętnie, z łatwością zdobywali kolejne bramki - a przecież to drużyna z północnej części tabeli! Na domiar złego wielu zawodników dopuszczało się niepotrzebnych dyskusji z sędzią, który musiał stosować kary w postaci karnych minut.
ING - po wyniku widać, że to był dobry mecz, którego prawdziwą gwiazdą był Krzysztof Michałowski. Wystarczy wspomnieć, że w protokole meczowym w rubryce asyst przy jego nazwisku zabrakło miejsca. Pochwała należy się jednak wszystkim Lwom: prawie każdy z nich zdobył bramkę, najładniejsza była chyba ta autorstwa Artura Sampaio: potężne uderzenie z dystansu, z którym bramkarz nie miał żadnych szans.
Plusy:
- ING nabija statystyki: dzięki temu jednemu spotkaniu Krzysztof Michałowski wskoczył do czołówki rywalizacji o tytuł Króla Asystentów ELIT III Ligi.
Minusy:
- Gra ETERNIS: Panowie chyba zapomnieli, że mecz trwa 40 minut.
Zawodnik meczu: Krzysztof Michałowski [ING]
Ten wybór chyba nikogo nie dziwi. Zawodnik meczu: nic dodać, nic ująć.
