Pszczółki znów użądliły. Boleśnie!
Dlatego meczu warto było przyjechać aż z Katowic! Stąd bowiem gnał niczym Robert Kubica, kapitan 'Piwoszy". Zdążył i tchnął wielkiego ducha w kolegów. KP S.A. zaczęli w wielki stylu, bo zaskakującego prowadzenia 2:0, ale to chłopaki z RUVILLE udowodnili co to znaczy zespołowa i konsekwentna gra, chłodna głowa i skuteczność. Tego dnia byli skuteczni aż do bólu i rozstrzelali rywala 12:3.Po porażce z L'ARC VARSOVIE w piątej kolejce (jedynej w tym sezonie), podrażniona drużyna "żółto-czarnych" odnalazła swój rytm i dwóch kolejnych rywali odprawiała z kwitkiem. Boleśnie przekonali się o tym w czwartek zawodnicy KP S.A. Zawodnicy KP w pewnym momencie spotkania, gdzieś po piątej, czy szóstej straconej bramce, stanęli jak zaczarowani. Wiedzieli, że mogą już tylko biernie przyglądać się jak rywale raz za raz ich punktują. Parę minut później, gdy rywale przyparli ich do narożnika serią kilku kolejnych ciosów z rzędu, było po walce. "Piwosze" mieli dość. Do ostatniej rundy wytrzymali, ale werdykt mógł być tylko jeden - zdecydowane zwycięstwo "pszczółek".
W ekipie RUVILLE właściwie ciężko znaleźć słaby punkt - począwszy od bramkarza Artura Lenarcika (obroniony rzut karny na początku spotkania, to on dał impuls do natarcia, brawo!) przez młodych, zdolnych i bardzo ruchliwych pomocników (kiedy na boisku jest Tytus Sawa, Łukasz Pankowski, czy Dominik Rajca odnosimy wrażenie, że wówczas zawodników RUVILLE jest więcej) po wykańczających akcje z zimną krwią napastników - Pawła Wiśniocha, czy Patryka Karczmarka.
Ten ostatni w czwartek zaimponował - jego gol z 14. minuty to było istne "wejście smoka". Dosłownie! Patryk pojawił się na boisko tuż przed wykonywanym przez jego zespół rzutem rożnym, wbiegł z impetem w pole karne i idealnie nabiegł na piłkę, która jednym kontaktem wpakował do siatki rywala. czapki z głów!
PW
