Typowy mecz walki
Emocje w spotkaniu zaczęły się bardzo szybko, bo już w 3. minucie. Podanie Angela Jimeneza wykorzystał jak zwykle świetnie dysponowany Leszek Czarkowski. Piłkarze BIC jednak dość przytomnie zorientowali się, że lekko „nie dojechali” na pierwsze minuty i wzięli się do ataków. Spotykały one co prawda spory opór i byliśmy świadkami ciągłej zażartej walki w środku pola. Każda seria musi się jednak skończyć - w 8. minucie pięknym rajdem popisał się Mateusz Kozieł i wykończył akcję strzałem nie do obrony w róg bramki. Kolejne minuty to mozolne budowanie akcji zarówno przez jedną jak i drugą stronę, najczęściej kończone strzałem z dystansu (średnio celnym), albo odbiorem piłki przez obronę rywala (obie były naprawdę dobrze zorganizowane). Trzy minuty przed przerwą Pomarańczowi wyszli jednak na prowadzenie, a z bramki mógł się cieszyć Wojciech Szoda.
Drugą połowę z przytupem zaczął BIC. Sprawy w swoje ręce wziął kapitan drużyny, Filip Polaszek i w dwie minuty odwrócił wynik zdobywając dwie bramki. Gdy po kolejnej fazie gry w środku pola i asyście niezawodnego kapitana BIC podwyższył wynik na 4:2, było już pozamiatane. ING zupełnie opadło z sił i bramka Patryka Gorgola była ostatnią w tym spotkaniu, a przy okazji jego sporą ozdobą, ponieważ Patryk przed strzałem wkręcił w ziemię zarówno obrońcę jak i bramkarza przeciwników.
Plusy:
- Współpraca Filipa Polaszka i Patryka Gorgola - Ich zgranie może robić wrażenie. We dwójkę siali masę spustoszenia pod bramką Bankowców i dzięki ich golom BIC wyszedł z tego spotkania obronną ręką
- Gra obronna obu ekip - Pewne, zdeterminowane, do pewnego momentu bezbłędne. Każda bramka wynikała nie ze słabości obrony, tylko mocy ataku. Było bardzo ciężko przebić się przez zasieki obronne zarówno drużyny w żółtych, jak i pomarańczowych koszulkach
Minusy:
- Momenty nudy - Oglądając to spotkanie na pewno można było mówić o "taktycznej uczcie" jak i "typowym meczu walki", jednak przez to nie byliśmy świadkami spektakularnych akcji i gry "box-to-box". Nie każdy to lubi
Zawodnik meczu: Mateusz Kozieł [BIC]
Mimo, że zdobył tylko jedną bramkę, to właśnie on już przed przerwą mógł świętować hat-tricka. Zabrakło dosłownie troszkę szczęścia. Szkoda, bo swoją pewną grą, zarówno w ofensywie jak i w defensywie zasłużył na poważniejsze liczby. Warto na niego zwrócić uwagę w nadchodzącym sezonie.
