Zadecydował jeden błąd
Wielkie emocje w spotkaniu OUTBOX z ekipą MASS MEDIA. Jedenaście goli, emocje do ostatniego gwizdka i - na sam koniec - gol samobójczy, który zadecydował o szczęściu jednych, a smutku drugich.
Środowi rywale teoretycznie mają w tym sezonie odmienne cele - OUTBOX liczy się jeszcze w walce o awans do ELIT Ekstraklasy i punktów potrzebuje niczym tlenu. Z kolei MASS MEDIA są już niemal pewni utrzymania i - w teorii - nie grają już o nic. Kolejny raz potwierdziła się jednak reguła, że grający "na luzie" radzą sobie lepiej niż ci będący pod presją. Trzy punkty zgarnęli bowiem "medialni", którzy wygrali 6:5, ale zwycięstwo nie przyszło im łatwo.
Początek spotkania należał do gospodarzy - znakomite zawody rozgrywał Krzysztof Bielicz, który wpisał się na listę strzelców już w drugiej minucie i miał bezpośredni udział przy kolejnym golu autorstwa Bartka Krajewskiego. Doszły nas słuchy, że Krzysiek ma zamiar zakończyć karierę - jeśli te pogłoski się sprawdzą, koledzy z zespołu powinni jak najszybciej odciągnąć Krzysztofa od tego szaleńczego konceptu! W środę zagrał niczym profesor.
Kiedy w 7. minucie gola na 3:0 zdobył Konrad Zajączkowski, wydawało się, że jest już po meczu. Ale MASS MEDIA, jako ekipa doświadczona i ambitna, nie poddała się i szybko wróciła do gry. W 14. minucie pierwszego gola zdobył Adrian Franczuk, a w ostatniej minucie pierwszej połowy drugiego dołożył Paweł Kosmalski. To dawało nadzieję na zaciętą drugą część gry!
Scenariusz ziścił się po przerwie. Na prowadzenie 5:2 szybko wyszedł OUTBOX (gole Marcina Kiedrowicza i Xaviego Marette), choć bramek mogło być więcej - w poprzeczkę trafił bowiem Marcin Kiedrowicz. Ale MASS MEDIA znów skutecznie dogonili rywali, m.in. za sprawą Grzegorza Cymbalaka, który w 32. minucie w pięknym stylu, po serii zwodów i balansów ciała, trafił do siatki OUTBOX-u. W 32. minucie był remis 5:5, a losy spotkania miały rozstrzygnąć się w samej jego końcówce.
Próbę nerwów lepiej wytrzymali gracze MASS MEDIA, choć dopomogło im szczęście, które - jak to bywa w życiu - było pechem kogoś innego. Oto bowiem do własnej siatki piłkę skierował Konrad Zajączkowski, do tego momentu w obronie perfekcyjny, Ten jeden błąd kosztował OUTBOX stratę punktów, ale panowie - głowa do góry! Walka o awans wciąż trwa.
Piotr Wesołowicz
