Ten, kto z boku przyglądał się spotkaniu MCS-u z MED MARKETING-iem, z pewnością się nie nudził. Zawodnicy ekip sobie i nam zgotowali bowiem widowisko z golami, emocjami i niewiadomą do niemal ostatniego gwizdka.
Spora w tym zasługa trio Bąkitić–Patryk Bartkowski–Piotr Kwiecień. Każdy z nich wpisał się w poniedziałek na listę strzelców, ale zaimponowali nie tylko tym. "Bąku" w końcu odważnie wziął ciężar gry na siebie – grał dużo pressingiem, próbował strzałów z dystansu, podawał lepiej ustawionym partnerom.Z kolei Piotrka Kwietnia chcieliśmy wyróżnić za nieustępliwość i wolę walki – dla niego nie ma straconych piłek. Podobnie dla Patryka, który tego dnia nie dość, że był waleczny, to i skuteczny. Przy odrobinie szczęścia mógł strzelić więcej niż dwa gole – po drodze po pięknym strzale obił także poprzeczkę rywali.
Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie on, już w pierwszej minucie, otworzył wynik spotkania. Patryk otrzymał ładne, prostopadłe podanie, przedłużył tylko lecącą po murawie piłkę, ale zrobił to na tyle sprytnie i precyzyjnie, że MCS już po minucie prowadził 1:0.
Ale rewanż MED MARKETING–u był równie efektowny! Łukasz Szymański otrzymał znakomite podanie od Michała Gomońskiego i trafił na 1:1. Wspomniany wyżej duet ciągnął w poniedziałek całą lokomotywę z napisem "MED MARKETING" – ten pierwszy strzelił wszystkie (!) gole w tym meczu, z kolei Michał zanotował dwie asysty i był bardzo niebezpieczny w ataku pozycyjnym.
Mimo znakomitej gry tego tandemu, to MCS wyszedł z tego spotkania obronną ręką. Pierwszą połowę wygrał minimalnie (4:3), drugą również (2:1), ale to wystarczyło, by zgarnąć tego dnia trzy punkty. Tym większe brawa, że w ekipie "Błękitnych" zabrakło braci motorów napędowych, czyli braci Hawarich.
Dzięki temu zwycięstwu MCS awansował na trzecie miejsce w tabeli. MED MARKETING utknął na piątej pozycji.
PW
