Truchtem po zwycięstwo
Obie ekipy pomimo dużych aspiracji i ogromnych umiejętności zajmują miejsce w ogonie stawki. Pod względem rozlokowania w tabeli nie był to więc mecz na szczycie, jednak jeśli chodzi o poziom emocji to był to prawdziwy hit. Zastanawia tylko jedna rzecz - czemu oba teamy rozkręcały się tak wolno?
Pierwsza połowa była uboga w bramki. Tylko dwa trafienia zawodników w białych koszulkach - przynajmniej były to ładne bramki. Najpierw w czwartej minucie dobrym strzałem z rzutu wolnego popisał się Mateusz Tofel, a po chwili ten sam zawodnik świetnie wrzucił na głowę Łukaszowi Syrkowi. Potem na boisku zrobiło się nieco sennie. Skromne prowadzenie samochodowych maniaków i sędzia zaprasza na przerwę. Pomyli się jednak ten, kto sądzi, że druga połowa musiała być równie nudna. Nie wiem, co co było w podanych w przerwie napojach, ale zdecydowanie pobudziło zawodników do szybszej gry.
Wszystko zaczęło się od kontaktowego gola SKANDII - Tomasz Szymański wykończył zespołową akcję. Riposta Mercedesa była bardzo efektowna. Marcin Wojewoda huknął wspaniale z połowy boiska, prościutko w okienko bramki strzeżonej przez Gołębiowskiego. Na pochwałę zasługują postawy obu goalkeeprów, wspomniany Przemysław Gołębiowski oraz Jarek Melasa to specjaliści w swym fachu. Pomimo tego, że mieli pełne rękawice pracy i tak co chwila popisywali się znakomitymi interwencjami. Bo gdyby nie oni, to spokojnie po obu stronach byłaby „dwucyfrówka”.
Utrata kolejnej bramki, w dodatku zdobytej w tak pięknym stylu, podziałała na Zielonych jak czerwona płachta na byka. Najpierw dobrym strzałem po długim słupku popisał się Tomasz Chrobak, po chwili wyrównanie dał Łukasz Miksa, któremu dobrze z rożnego futbolówkę wyłożył Paweł Gawędzki. W mgnieniu oka ekipa z ulicy Cybernetyki prowadziła. Asystent przy poprzedniej bramce tym razem sam wykończył akcję. Trzeba jednak pamiętać, że MERCEDES-BENZ to niemiecka marka, a Niemcy zawsze grają do końca. Wyrównanie przyniósł Artur Załuska, który zachował się niczym rasowy sęp pola karnego. Kilka minut potem dramat przeżył Paweł Gawędzki, lider Zielonych specjalistów od ubezpieczeń - chcąc interweniować wbił piłkę do własnej siatki. Po tym ciosie zawodnicy SKANDII już się nie podnieśli. Swoje drugie trafienie zanotował Tofel, a na sekundy przed końcem Marcin Kerner dobił Ubezpieczeniowców.
Mecz wspaniały, w którym było wszystko, emocje, bramki, nietuzinkowe zagrania. Ciekawe co było, gdyby obie połowy tak wyglądały?
Damian Ambrochowicz
