Prezes nie uratował wyniku
W spotkaniu III kolejki Piłkarskich Rozgrywek dla Biznesu ELIT SPORT mierzyły się drużyny, które w poprzednim tygodniu poniosły porażki. O ile "drogowi inżynierowie" z MOTA-ENGIL otrzymali srogie lanie ulegając 2:10, to "taksówkarze" przegrali nieznacznie - 2:5 z "energetykami" z PGE S.A. Gracze obu zespołów byli więc podwójnie zmotywowani do odniesienia zwycięstwa.
Mecz świetnie weszli „taksówkarze”, pokonując Vincento Riccardi’ego dwukrotnie już na samym początku spotkania. Udało im się to dzięki świetnemu zrozumieniu i pięknemu zgraniu Konrada Kamińskiego z Rafałem Matczukiem. Szybkie dwa gole oznaczały, brak wystarczającej koncentracji w szeregach "pomarańczowych". Mogło to wynikać z faktu, że zawodnicy Ci, tuż przed meczem otrzymali nowe trykoty, a to często nie jest dobra wróźba.
Po tych bramkach zawodnicy MOTA-ENGIL obudzili się i zaczęli konstruować, z minuty na minutę, co raz lepsze akcje, zmywając tym samym pierwsze wrażenie, które mógł odnieść obserwator meczu. Pokazali, że potrafią walczyć i z pewnością mają do tego serce i zapał.
Specjalnie na spotkanie ELIT II ligi przyjechał z dalekiego Krakowa prezes Manuel Mota. Ewidentnie chciał tchnąć w swoich kolegów nową jakość i świeże spojrzenie na grę. Udało mu, bowiem grał naprawdę dobrze! Kilkuktrotnie skutecznie dryblował oraz popisał się mądrymi podaniami do partnerów. Niestety, nawet prezes nie uratował wyniku.
Bramkarz „taksówkarzy” był czwartkowego wieczora w świetnej dyspozycji. Zanotował na swoim koncie kilka obronionych stu procentowych okazji. W sumie interweniował udanie aż 16 razy, skutecznie kończąc akcje „budowlańców”. Niefortunnie w końcówce meczu, gdy wybrał piłkę spod nóg przeciwnika, doznał kontuzji. Miejmy nadzieję, że to nic poważnego i zobaczymy go w takiej samej formie już w następnej kolejce spotkań.
Wszyscy spodziewali się, że mecz zakończy się remisem i podziałem punktów, ale tuż przed ostatnim gwizdkiem, zwycięstwo swojej drużynie zapewnił strzelec pierwszego gola - Konrad Kamiński. W ostatniej akcji meczu, w sytuacji sam na sam z bramkarzem, nie mógł się pomylić.
Zwycięstwo o włos dostarczało skrajnych emocji. Jedni skakali sobie do szyji, drudzy rozgoryczeni pocichu opuszczali obiekt MKS VARSOVIA. Miejmy nadzieję, że za tydzień szcześćie dopisze nie tylko jednej, ale obu drużynom. Trzymamy kciuki, że tak się stanie !
