Nieudana pogoń
Nie udało się zawodnikom STANLEY B&D wywalczyć choćby punktu w starciu z GE EDC. Pomimo bardzo ambitnej pogoni, nie zdołali oni dopędzić będącego na fali wznoszącej rywala.
Gracze obu zespołów długo kazali czekać na gole. Warto było, bo gdy już zaczęły padać, to piękne. W 14. minucie kapitalnym strzałem popisał się Maciej Łęcki. Choć na spotkanie się spóźnił, wszedł na boisko w odpowiednim momencie. Wykorzystał dośrodkowanie Kamila Tura i fenomenalnym strzałem z woleja nie dał żadnych szans Davidowi Evansowi. To rozwiązało nieco worek z bramkami. Jeszcze przed przerwą dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Tur, który potężnymi, precyzyjnymi strzałami nie dał szans na skuteczną interwencję golkiperowi STANLEY B&D.
Pewne prowadzenie nieco uśpiło czujność GE EDC. Doświadczona ekipa STANLEY B&D postanowiła to wykorzystać i poszukać szansy na zdobycie punktów. Nadzieje przywrócił niezawodny Piotr Bychowski, finalizując akcję po podaniu Jacka Stankiewicza. Te wzrosły jeszcze bardziej na cztery minuty przed końcowym gwizdkiem, gdy do siatki trafił Konrad Kozłowski. Napór STANLEY B&D wzrastał, ale w tej bajce nie było happy endu. W ostatniej minucie znów do głosu doszedł Tur i kompletując hat-tricka zapewnił swojej ekipie trzy oczka.
Zawodnik meczu: Kamil Tur [GE EDC]
Jego strzały mogłyby przebić nawet najtwardszy mur. Cud, że siatki na boisku przy ul. Zbaraskiej wytrzymały bomby, które Tur posyłał w ich kierunku. Ustrzelił hat-tricka, znacznie przyczyniając się do końcowego triumfu GE EDC.
