Lew rzucił się na rywala. Ale dopiero w końcówce
Ekipa HENKEL-a przez pół godziny heroicznie broniła się przed atakami lidera tabeli ELIT I Ligi, czyli zawodników ING LEASE. A ci uderzali głową w mur - nie potrafili przebić się przez zastawione przez "błękitnych" zasieki. Próbowali, nieporadnie atakowali, ale nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze dysponowanego rywala. Aż do pechowej 30. minuty...
Pechowej głównie dla Jarosław Miecznikowskiego. Jarek, przez pierwsze pół godziny gry grający bez zarzutu, wydatnie pomógł rywalom wyjść na prowadzenie. Nie porozumiał się z golkiperem Maciejem Szubertowskim i razem z nim wyskoczył do wrzuconej w pole karne piłki. Interweniował na tyle pechowo, że skierował piłkę do własnej bramki.
Po tej sytuacji worek z bramkami się rozplątał, a ING - niczym lew z logo firmy - rzucił się na przybitego rywala. "Bankowcy", na czele z Krzysztofem Michałowskim, dobili HENKEL strzelając trzy kolejne gole, ostatecznie zwyciężając 4:0 i umacniając się na pozycji lidera tabeli.
Ale nie myli się ten, kto nic nie robi. Ekipa HENKEL-a miała tego wieczoru trochę pecha, ale należy za to spotkanie ja wyróżnić - Darek Wawrowski i spółka byli waleczni, nieustępliwi i od korzystnego rezultatu byli naprawdę o krok.
PW
