Pikantne zwycięstwo
SPICY MOBILE jeszcze bardziej podgrzało i tak gorącą atmosferę pod balonem na ulicy Zbaraskiej. Rozegrali świetny mecz zakończony gradem goli.
AASA fenomenalnie weszła w spotkanie i wychodząc na prowadzenie szybciej, niż robi się popcorn w mikrofalówce. Gol w pierwszej minucie nie był jednak dla speców od pożyczek zwiastunem zwycięstwa. Po tak świetnym początku i genialnie rozegranej akcji między Dawidem Śliwińskim i Pawłem Pabianikiem, drużyna z Hrubieszowskiej straciła chemię w grze. A to błyskawicznie i bezwzględnie wykorzystali Pikantni. W czwartej minucie do wyrównania doprowadził Jakub Piesio. SPICY przeprowadzało szybkie akcje oparte na celnych prostopadłych podaniach, co doprowadziło do tego, że na przerwę schodzili już z sześcioma bramkami przewagi.
Pikantni nie mają w szeregach jednego super-strzelca, który miałby monopol na zdobywanie trafień. W tym teamie gole rozkładają się na prawie cały zespół, to kolektyw, którego siła wypływa ze współpracy i rozumienia się bez słów. Po trzy gole na swoje konto dopisali Michał Pietruszka i Marcin Szaniawski. Ten drugi kreował niemal wszystkie akcje zespołu z Ostrobramskiej. Do swoich trafień dopisał również cztery asysty - nie tylko kończył akcje wypracowane przez kolegów, ale także samu rozsyłał świetnie podania.
AASA pomimo czterech strzelonych goli, nie potrafiła nawiązać równej walki z przeciwnikami. Pożyczkodawcy stwarzali sobie sytuacje strzeleckie, wchodzili w pole karne rywali, ale brakowało im solidnego wykończenia. Kilkukrotnie Dawid Śliwiński i Bartłomiej Ciastek tworzyli dogodne okazje dla swoich kolegów, ale wówczas futbolówka zamiast posłusznie wpaść do siatki, lądowała obok. Natomiast w defensywnie brakowało koncentracji i zbyt często zdarzały się niewymuszone błędy.
SPICY MOBILE dzięki wygranej wskakuje na najniższe miejsce na pudle. Jest również drugą najskuteczniejszą drużyną w ELIT V Lidze.
Zawodnik meczu: Marcin Szaniawski [SPICY Mobile]
Przeciwnicy mogli myśleć, że Marcin ma brata bliźniaka, ponieważ lider Pikantnych był po prostu wszędzie.
Damian Ambrochowicz
