Gol za golem
Lider pokonany! Pierwszy raz od początku swoich występów w naszej lidze, WIELKA WOLA schodzi z boiska bez punktów. Gdy już wydawało się, że zdobyła monopol na wygrywanie w ELIT IV Lidze, Fioletowi dali jej prztyczka w nos.
Było to starcie z gatunku tych najlepszych. Intensywne, pełne emocji, bez przestojów. Cały czas coś się działo, dzięki czemu podziwianie zmagań było czystą przyjemnością. Wynik spotkania otworzył genialnym strzałem z rzutu wolnego Michał Jaworski. Uderzył z siłą Roberto Carlosa, omal nie przerywając siatki w bramce. Michał był najbardziej aktywnym zawodnikiem swojej drużyny. Biegał po całym boisku, wchodził w dryblingi, świetnie podawał, a co najważniejsze skończył spotkanie z hat-trickiem na koncie.
Viola zarzuciła na rywali wysoki pressing, co wymuszało częste błędy. Potknięcia przeciwników były jak woda na młyn dla zawodników IRGiT TGE. Jak szalony miedzy obrońcami biegał Marcin Zadrożny, który wykorzystywał złe podania rywali. Dzięki konsekwencji w grze pressingiem, Fioletowi kończyli zwycięsko pierwszą połowę. W drugiej odezwał się natomiast strzelecki instynkt Łukasza Goliszewskiego. Dawno niewidziany, rosły zawodnik, najpierw wykończył zespołową akcję, a później popisał się świetną główką. Viola zyskała przewagę na początku drugiej połowy i skrupulatnie ją wykorzystała.
W końcówce WIELKA WOLA rzuciła wszystkie siły do ataku i była bardzo blisko wyrównania. Sebastian Osiński zagrał dwa cudowne podania do Michałów, Jaworskiego i Madejskiego, a ten drugi zdobył bramkę kontaktową. Zagotowało się wówczas w polu karnym Giełdowców. Świetnie jednak radził sobie Paweł Dyderski, który potrafi bronić dostępu do bramki każdą częścią ciała. Dzięki jego paradzie w ostatniej sekundzie, pierwsza porażka lidera stała się faktem.
Dzięki temu zwycięstwo Fioletowi zmniejszyli przewagę mieszkańców Woli do dwóch punktów, teraz każde potknięcie rywali może sprawić, że zmieni się układ sił na szczycie tabeli.
Zawodnik meczu: Marcin Zadrożny [IRGiT TGE]
Przyjechał spóźniony, ale można mu to wybaczyć, bo zagrał na świetnym poziomie. Biegał jakby wypił co najmniej trzy kawy i dał pierwszy sygnał do ataku.
Damian Ambrochowicz
