Za takie mecze kochamy futbol!
Piękne gole, zwroty akcji, radość zwycięzców i gorycz przegranych... Tak właśnie wyglądał ostatni czwartkowy mecz ELIT I Ligi pomiędzy RUVILLE a AmigoPC. Ostatecznie zwyciężyli ci pierwsi, ale decydującego gola na 4:3 strzelili na kilka sekund przed ostatnim gwizdkiem... To się nazywa wola zwycięstwa!
Mecz zapowiadał się pasjonująco jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. RUVILLE - kandydat do awansu - grał z AmigoPC - drużyną o wielkim, na razie niewykorzystanym, potencjale. I od pierwszego gwizdka było gorąco!
Z pewnością gorąco było Arturowi Lenarcikowi, który w bramce RUVILLE uwijał się jak w ukropie. Rywale ostrzeliwali jego bramkę niemiłosiernie - nękali go naprzemiennie Rafał Dębicki, Maciek Pyrka, Kuba Rosołek, Michał Bogacz... Wydawało się, że AmigoPC musi zdobyć gola - ich przewaga w posiadaniu piłki była miażdżąca!
Tymczasem zabójczą kontrę wyprowadziły "pszczółki". Artur Lenarcik długim wyrzutem wznowił grę, a Łukasz Pankowski strzelił pierwszego gola! To tylko rozbudziło w graczach AmigoPC sportową złość. W 15. minucie do siatki trafił, po ładnym strzale tuż przy słupku, Rafał Dębicki. Zaciśnięta pięść i sportowa złość na twarzy - ta bramka mu się należała. Jeszcze w pierwszej połowie mógł zdobyć kolejną, ale w ostatniej akcji drugiej połowy trafił w poprzeczkę...
W drugiej połowie trwała wymiana ciosów - na trafienie Dominika Rajcy odpowiedział szybki Maciek Pyrka. Za chwilę prowadzenie (kolejny raz w tym meczu) zmieniło się - tym razem AmigoPC wyszło na czele po golu Kamila Szydłowskiego. Były trzy minuty do końca. Teoretycznie nic złego dla jego ekipy stać się nie mogło - teoretycznie...
W 38. minucie do siatki trafił - znów - Łukasz Pankowski. Euforia wśród "żółto-czarnych". Ale to nie koniec emocji. W 40. minucie - tuż przed ostatnim gwizdkiem - gola dla RUVILLE zdobył Tytus Sawa. Tytus przez cały mecz był raczej w cieniu, ale gdy już wziął sprawy w swoje ręce... Niesamowity zwrot akcji!
AmigoPC już się po tym ciosie nie podnieśli. Ale nie mogą mieć do siebie pretensji. Spisali się świetnie. Rywale mieli tego dnia po prostu trochę więcej szczęścia.
PW
