Przełamanie „Aspirynek”
Na koniec został nam mecz Bayeru z Zibro. „Aspirynki” przegrały swoje, ostatnie trzy spotkania. Drużyna prowadzona przez Piotra Ułasiuka chciała się wreszcie przełamać i zrobiła to. Chociaż łatwo nie było. Przynajmniej na początku.
Mecz dobrze rozpoczął dla Bayeru Rafał Iwan, który przechwycił piłkę na połowie rywala od Emira Sariego i pewnie pokonał bramkarza rywala. Po tym golu mecz troszkę umarł. Bayer, jak można by się tego spodziewać, nie poszedł za ciosem, a nieco stanął. Chyba brakowało pomysłu, a może energii, bo ataki „Aspiryn” były mało przekonywujące. Zawodnicy gospodarzy próbowali oddawać strzały z dystansu, ale celowniki mieli nieuregulowane. Trzeszczały słupki i co raz odzywały się ścianki balonu na Warszawiance.
Zibro wyglądało trochę jakby się przebudzało. Z minuty na minutę byli żywsi, co zaczęło skutkować przewagą. W 12. minucie wyrównał Emir Sari. Za parę chwil podwyższa Robbie Hasert. Bayer znowu w opałach. Pod koniec pierwszej połowy przewaga była widoczna, ale, zegar nieubłaganie zakończył to odliczanie. Zibro musiało czekać.
Przerwa nieco wybiła z rytmu zespół gości, a ożywiła Bayer. W 22. minucie po indywidualnym rajdzie trafia Sulej i mamy wyrównanie. Minutę później gole dokładają Bryl i Ułasiuk. Obrona Zibro zrobiła się dziurawa. Piłkarze Bayeru wchodzili na połowę rywali oraz w ich pole karne jak chcieli. To skutkowało lawinowymi utratami piłek, a w efekcie także bramek. I tak z prowadzenia 2:1, zrobiło się 4:9.
Świetny mecz zaliczył Daniel Sulej, który skompletował hattricka, poruszał się z dużą gracją (chyba mało pączków zjadł) i był dla przeciwników zawodnikiem nie do zatrzymania. Czy to będzie dla Bayeru odbicie od niekorzystnej sytuacji w jakiej się znaleźli? Czas pokaże.
