Powrót z wakacyjnego tournée
Każdy z nas wie, że po powrocie z urlopu ciężko wrócić do codziennej pracy. Człowiek wciąż jest rozkojarzony, myśli o pięknych plażach i nie tylko. Podczas dzisiejszego spotkania widać było, że zawodnicy Eracent jeszcze nie do końca wrócili na pełne obroty. W ich poczynaniach sporo było niedokładności i niedbalstwa. Kiepska celność podań, brak ruchu do piłki, brak koncentracji - to wszystko powodowało, że spotkanie kontrolowali gracze beniaminka z Expeditors. Uwagę przykuwał zwłaszcza duet w środku pola – połączenie doświadczenia (Mateusz Dobrowolski) i kreatywności (Michała Florasa) okazało się mieszanką wybuchową.
Choć to Eracent wyszedł na prowadzenie po bramce Marcina Bodziachowskiego, to w odpowiedzi rywale szybko wrzucili piąty bieg i do przerwy strzelili pięć bramek. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Co prawda z dystansu próbował m.in. Maciej Gąsowski, jednak czujny w bramce był Maciej Sobczyński. Jego odpowiednik w drużynie Biało Niebieskich - Łukasz Wróbel – miał znacznie więcej pracy i choć nie ustrzegł się błędów (samobójcze trafienie w 6. minucie), to i tak koledzy z zespołu mogą mu dziękować, bo wynik mógł być bardziej niekorzystny niż 1:7, które widniało na tablicy świetlnej po 40 minutach.
Gra się tak jak przeciwnik pozwala, a Expeditors nie pozwolili dziś swoim rywalom na wiele, dobrze wchodząc w jesienny sezon. Natomiast jeśli zawodnicy Eracent na następne spotkanie wyjdą skupieni od pierwszych minut i pokażą, że wyciągnęli coś z wakacyjnych sparingów, to podobna porażka nie powinna im się przytrafić.
Zawodnik meczu: Mateusz Kurdek [Expeditors]
Każda drużyna potrzebuje egzekutora, który będzie bezwzględnie wykorzystywał nadarzające się okazje. Expeditors nie muszą się o to martwić – grający z numerem „9” Mateusz Kurdek pokazał dziś, że jest w wysokiej formie i ustrzelił hattricka. Z takim zawodnikiem nawet jak nie idzie, to i tak można liczyć, że z przodu coś wpadnie.
