GETIN Noble - Marketing Mind 3:2 (1:1)
PÓŁFINAŁ o I miejsce
Sensacja na Międzparkowej!
W poprzednim meczu (podczas fazy zasadniczej) górą byli Marketing Mind. Tym razem GETIN Noble pałało chęcią rewanżu, bowiem stawką był mecz o złote medale!
Dużym zaskoczeniem była nieporadność Marketingowców w pierwszej połowie. Mieli często piłkę przy sobie, ale brakowało pomysłu, co z nią dokładnie zrobić. Wystarczy wspomnieć, że ich najlepsza sytuacja to strzał Kamila Haraburdy w poprzeczkę. Bankowcy natomiast zagrali odważnie i twardo w obronie, a Tomasz Pochwatka dwukrotnie wpisał się na listę strzelców! Najpierw ładnie uderzył po ziemi, a potem trącił piłkę. Szkoda jednak, że ten drugi „strzał” był do własnej siatki i do przerwy tablica świetlna wskazywała remis.
Po przerwie Marketing Mind błyskawicznie wyszli na prowadzenie. Dawid Gołucki nie mógł oddać lepszego uderzenia i trafił w samo okienko. Lecz potem w grę zespołu wdarło się niezrozumienie, pomiędzy poszczególnymi formacjami brakowało komunikacji, a ataki nie docierały pod pole karne. Bankowcy natomiast postawili wszystko na jedną kartę i zaatakowali, co w 3 minuty przyniosło dwie bramki! Rafał Miżejewski w pierwszej połowie głównie zajmował się obroną, natomiast w drugiej posłał genialne, prostopadła podanie do Dawida Zaleśnego. Decydujący gol należał natomiast do Mateusza Czebreszuka, który samotnym rajdem zapewnił drużynie awans do wielkiego finału! Marketing Mind miał jeszcze kilka szans w końcówce, ale na nich czeka gra o brązowe medal.
Plusy:
- Dawid Gołucki. Cóż za golazo, a do tego bardzo dobry występ
- Mateusz Czebreszuk. Przypieczętował awans do ostatniej fazy w najlepszy możliwy sposób, a więc biorąc sprawy w swoje nogi
- Tomasz Pochwatka. Nieco pecha przy samobóju, natomiast poza tym rozegrał dobry mecz w destrukcji
Minusy:
- Ofensywa Marketing Mind. W końcówce po prostu nie byli w stanie wymyśleć dobrego rozegrania i na siłę grali górnymi piłkami
Zawodnik meczu: Rafał Miżejewski [GETIN Noble]
Bohater meczu może być tylko jeden. Rafał imponował zarówno w destrukcji i środku pola, skąd umiejętnie wyprowadzał kolegów do ataku. Asysta to natomiast wisienka na torcie.
