Diabły odesłane do piekła
To był prawdziwy mecz na szczycie! Lider i wicelider tabeli zmierzyli się ze sobą w walce o żółtą koszulkę. Elementów wspólnych między obiema drużynami było jeszcze więcej. Obie działają w branży ubezpieczeń i obie swoje siedziby mają w Alejach Jerozolimskich. Ale derby!
Oba zespoły znając uderzeniową moc przeciwników, wiedziały, że nie mogą sobie pozwolić na zbyt otwartą grę. Brak Marcina Witowskiego, czyli głównej armaty Diabłów, był widoczny w pierwszych minutach, ale ostatecznie w roli jego zastępcy świetnie znalazł się Marcin Jarosiński wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Panowie ubrani w białe koszulki starali się mocniej przycisnąć rywal, aby przerwać jego passę bez porażki. Trzeba pamiętać, że AON to debiutant w naszych rozgrywkach, natomiast team COMPENSA zjadł zęby w ELIT SPORT i właśnie to doświadczenie zaważyło w tym starciu.
Wojciech Korol i spółka dobrze rozciągali przeciwników robiąc dziury w środku, gdzie po chwili posyłana była piłka. Jeszcze przed przerwą taka taktyka przyniosła wyrównanie, a najbardziej cieszył Marcin Malik, który strzałem z dobitki pokonał Grzegorza Mandziuka. Drugie 20 minut to już jednak zupełnie inna bajka. Z akcji na akcję Biali zyskiwali przewagę, co nie oznacza, że ich rywale byli bierni, ale wystarczy spojrzeć na statystyki, żeby wiedzieć, że defensywa kierowana przez Jarka Dusińskiego jest najlepszą w lidze. Andrzej Pałęga dał prowadzenie swojemu zespołowi, a kilka akcji później sędzia zmuszony był do podyktowania rzutu karnego. Ze świetnym goalkeeperem Diabłów oko w oko stanął Karol Domżała. Karol nie przestraszył się bramkarza rywali i pewnym strzałem odesłał przeciwników do piekła.
Świetny mecz, którego najważniejszą konsekwencją jest to, że teraz to COMPENSA rozsiada się w fotelu lidera, chociaż musi pamiętać, że AON czyha jej za plecami i liczy na potknięcie.
Zawodnik meczu: Wojciech Korol
Może nie potwierdził swojego występu statystykami, ale pokazał na boisku coś czego nie opiszą żadne liczby - serce i wolę walki, a my bardzo doceniamy takie zaangażowanie.
Damian Ambrochowicz
