LIBERTY - RUVILLE 2:2 (1:1) rzuty karne 2:3
Mecz o I miejsce
40 minut i dłużej
Dopiero seria rzutów karnych wyłoniła mistrza ELIT II ligi. Ten tytuł trafił w ręce „Pszczółek” z RUVILLE, a decydujący strzał oddał kapitan zespołu, Hubert Zaborowski.
Spotkanie zaczęło się bardzo obiecująco dla LIBERTY. Już w 4. minucie błąd bramkarza RUVILLE, Pawła Wiśniocha wykorzystał Michał Kamiński i precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Podrażnieni utratą gola zawodnicy RUVILLE zdecydowali się na odważniejsze ataki, co i rusz zmuszając do wysiłku Krzysztofa Matysiaka. Wyrównanie nadeszło w 11. minucie. Po faulu jednego z zawodników LIBERTY sędzia podyktował rzut wolny. Do piłki podszedł Maciej Michalczuk i pewnym strzałem doprowadził do remisu. Zwiastowało to ogromne emocje w drugiej części spotkania.
I tak rzeczywiście było. Przez kilkanaście minut żadna z drużyn nie zdecydowała się odważniej zaatakować, ale kiedy to już nastąpiło, emocji nie zabrakło. W 35. minucie wślizg w polu karnym wykonał Piotr Grochowski i sędzia nie miał wątpliwości – rzut karny dla LIBERTY! Pewnym egzekutorem stałego fragmentu gry okazał się Mateusz Szwej. Gdy wydawało się, że mistrzostwo powędruje w ręce ubezpieczeniowców, do akcji ruszyli znani ze swej nieustępliwości do ostatnich sekund gracze RUVILLE. W 38. minucie dopięli swego – Maciej Michalczuk znalazł Dominika Rajcę, a ten doprowadził do remisu! Chwilę później mogło być 3:2 dla „Pszczółek”, ale bomba Michalczuka zatrzymała się na poprzeczce. O zwycięstwie musiały więc zadecydować rzuty karne.
Cztery pierwsze „jedenastki” były bardzo nieskuteczne. Aż trzy z nich nie zostały wykorzystane. Wtedy do piłki podszedł Mateusz Szwej i gdyby trafił, tytuł powędrowałby do drużyny LIBERTY. Ku rozpaczy swojej i kolegów, posłał jednak futbolówkę nad poprzeczką… Rywalizacja trwała więc dalej. W piątej serii wyczyn Szweja powtórzył Szymon Kamiński, natomiast Hubert Zaborowski okazał się bezbłędny i to gracze RUVILLE mogą cieszyć się z mistrzostwa ELIT II ligi!
Zawodnik meczu: Maciej Michalczuk
Jego ofensywne wejścia i strzały z dystansu siały popłoch w szeregach defensywnych LIBERTY. Zdobył bramkę, zaliczył asystę, a w serii rzutów karnych nie dał szans Krzysztofowi Matysiakowi.
Emil Kopański
