Lider zatrzymany!
Można mówić o pewnej niespodziance. ING BANK ŚLĄSKI, który do tej pory wygrał wszystkie swoje meczy, zgubił punkty z GE EDC.
Mecz rozpoczął się od małego trzęsienia ziemi i bramki już w 1. minucie, autorstwa Franciszka Żywka, jednak już w następnej akcji bankowcy wyrównali i to oni stali się stroną lepiej grająca. 5 minut przed końcem połowy GE EDC ruszyło na lidera II ligi ze zdwojoną siłą i objęli prowadzenie, by w tej samej minucie znów je podwyższyć! Najpierw świetnie rozklepali obronę rywali, a potem niesamowite uderzenie z dystansu zanotował Krzysztof Węgiełek, trafiając w samo okienko! Na sekundy przed końcem pierwszej połowy dołożył kolejne trafienie i bankowcy byli w sporych tarapatach.
Pomarańczowi potrzebowali sygnału do ataku, a takim była gra Krzysztofa Michałowskiego i Tomasza Szymańskiego. Już w pierwszej połowie ten duet był niesamowicie groźny, lecz nieskuteczny. Mimo, że po bramce na 4:2 GE EDC zdołało szybko odpowiedzieć, to do końca meczu byli oni tłem dla zawodników bankowców. Technicznie, Krzysztof Michałowski zmiótł wszystkich z boiska. Każde podanie dokładnie przemyślane i idealnie do nogi partnera, rozciąganie akcji i przede wszystkim: ta asysta piętką! Natomiast jak Tomek Szymański skończył tylko z jedną bramką, nie wie nikt oprócz jego samego. Najpierw uderzył on w słupek (do bramki piłkę wbił na szczęście Radek Szymborski) i w końcu zdobył swoją bramkę, gdy po przejęciu piłki w środku pola popisał się ładnym uderzeniem z dystansu.
Choć przed meczem faworyt wydawał się być jeden, to zawodnicy w pomarańczowych koszulkach pokazali cudowną grę, gdy groziła im pierwsza porażka. Tego udało się uniknąć, ostatecznie remisując 5:5.
Zawodnik meczu: Krzysztof Michałowski [ING BANK ŚLĄSKI]
Przegląd pola niczym sam Pirlo, dokładność podań jak Ozil. Prawdziwy lider i przywódca swojej drużyny, bo nie łatwo wrócić do meczu, przegrywając 4:1.
