O krok od remontady
Reprezentanci Kantar MILLWARD BROWN przez większość spotkania prowadzili grę i wydawało się, że muszą, bez większych trudności, dowieść korzystny wynik do końca, tymczasem zabrakło naprawdę niewiele, by spece od badania opinii publicznej wypuścili zwycięstwo z rąk.
Pierwsza połowa to prawdziwy koncert Statystyków, pięć goli zdobytych po rewelacyjnych akcjach i zapowiadało się na spokojne zwycięstwo. Rezultat spotkania otworzył Michał Żurowski, który po doskonałym podaniu od bramkarza, przyjął piłkę na klatkę piersiową i potężnym uderzeniem z woleja umieścił ją tuż przy słupku. Kolejne bramki to efekt zespołowy, krótkie podania w środku boiska skutecznie rozmontowywały defensywę rywali. Świetnie spisywał się Marcin Rączka, dopisując do swojego konta aż trzy asysty. Zawodnicy ING stwarzali sobie sytuacje, ale z ich wykorzystywaniem było już znacznie gorzej. Tuż po przerwie bramkę z Lwów zdobył Grzegorz Poślada i wydawało się, że to będzie impuls do odrabiania strat, ale szybka odpowiedź w wykonaniu Michała Korycińskiego spuściła powietrze z zawodników pomarańczowych strojach.
Spotkanie nabierało już nieco piknikowej atmosfery, obie drużyny czekały już tylko na końcowy gwizdek, ale wtedy przypomniał o sobie niepodrabialny Krzysztof Michałowski. Zostało pięć minut do końca, Krzysztof dostał podanie od jednego z kolegów, minął trzech rywali i pięknym strzałem umieścił piłkę w okienku. To był impuls, błysk geniuszu. Po chwili znowu trafia Krzysztof, a na minutę przed końcem zmniejsza od przewagę oponentów do jednego trafienia! Zaczęło się prawdziwe oblężenie bramki Statystyków, Ci jednak wyszli z tego obronną ręką, chociaż Paweł Chudek w ostatniej akcji meczu obił im poprzeczkę.
Reprezentanci ING pokazali prawdziwy charakter, gdyby jednak szybciej ruszyli tak odważnie na przeciwnika, pewnie wywieźliby z tego starcia przynajmniej jeden punkt.
Zawodnik meczu: Krzysztof Michałowski [ING]
Aktywny przez całe spotkanie, a jego hat-trick w końcówce to prawdziwy majstersztyk! Poderwał cały zespół w trudnym momencie jak przystało na lidera drużyny.
Damian Ambrochowicz
