BAYER 11:5 (3:2) ING
FINAŁ o V miejsce
Aptekarze gromią Bankowców
W finale o miejsce piąte reprezentanci BAYER nie pozostawili rywalom żadnych szans.
W iście mistrzowskiej formie był tego wieczoru Tomasz Magda. Weteran naszych boisk kończy ten sezon rewelacyjnym występem. Pięć goli i trzy asysty to jego dorobek z tego przedświątecznego spotkania. Tomasz otworzył wynik uderzeniem z woleja po długim podaniu od Marcina Drozda, a potem z każdą minutą grał coraz lepiej. Ze dobrej strony pokazał się także Mariusz Karski, który zalicza pierwszy w tym sezonie dublet. Mariusz pokazał prawdziwy instynkt snajpera, gdy dwukrotnie stanął z bramkarzem oponentów twarzą w twarz i pewnym uderzeniem nie dał mu żadnych szans. Gdy już wspomnieliśmy goalkeepera, to naprawdę trzeba pochwalić Borysa Mętraka, który miał pełne rękawice roboty, a i tak spisywał się znakomicie. Przy wigilijnym stole na pewno będzie opowiadał jak, w ostatniej chwili skokiem pantery wybił piłkę z linii bramkowej. Klasa!
Bankowcy mieli w tym starciu bardzo duży problem z precyzją. Stwarzali sobie sporo dogodnych sytuacji, ale mieli trudności z zamienieniem ich na gole. Zdarzyło się nawet, że jeden z reprezentantów ING mając przed sobą już tylko pustą bramkę, wybił piłkę gdzieś daleko. Pochwalić jednak trzeba ofensywny duet Leszek Czarkowski – Łukasz Michalik. To oni byli motorem napędowym kolejnych akcji i to oni stwarzali największe zagrożenie. Leszek skompletował w tym spotkaniu hat-tricka, ale najlepiej będzie chyba wspominał drugie trafienie, kiedy to pięknym strzałem przerzucił piłkę nad wychodzącym do niego bramkarzem. Brawa należą się też Andrzejowi Spętanemu, który kolejny raz zmuszony był przywdziać bramkarskiej rękawice i ponownie należycie wywiązywał z tego trudnego zadania.
Zawodnicy BAYER są raczej średnio zadowoleni z przebiegu sezonu. zbyt często zdarzały im się wpadki, ale ostatecznie piąte miejsce musi im wystarczyć. Gracze ING mają sporo do przemyślenia, ale na pewno na nowy sezon wrócą jeszcze silniejsi.
Zawodnik meczu: Tomasz Magda [BAYER]
Nie miał sobie równych. Wszystkie podania do niego zwiastowały spore zagrożenie, a z każdym kolejnym golem miał chrapkę na jeszcze jednego.
Damian Ambrochowicz
