Gorąco na szczycie
Kiedy mierzą się ze sobą dwie drużyny grające o najwyższe cele, temperatura spotkania zawsze musi być wysoka. Nie inaczej było w środowy wieczór. Mimo że już dawno zaszło słońce, spotkanie na szczycie ELIT II Ligi między BAYER-em, a AXA DIRECT wszyscy oglądaliśmy z wypiekami na twarzy.
Nie ma się jednak czemu dziwić - obie ekipy ostrzą sobie zęby na awans szczebel wyżej i obie są na dobrej drodze, by swój cel zrealizować. Środowa, bezpośrednia rywalizacja między tymi ekipami miała rozstrzygnąć, kto będzie bliżej upragnionego awansu. Milowy krok w stronę gry na zapleczu ELIT Ekstraklasy wykonali gracze BAYER-u, którzy wygrali to spotkanie 3:2, ale trzy punkty okupili ogromnym wysiłkiem - "ubezpieczyciele" postawili im bowiem bardzo twarde warunki gry.
Mecz zaczął się od chaotycznej wymiany ciosów z obu stron. Każda z ekip od razu rzuciła się do ataku, ale zamiast ciosów nokautujących, najczęściej kończyło się na lekkich szturchnięciach bądź ciosach wyprowadzanych w powietrze.
Pierwsi celnie trafili "aptekarze". W 9. minucie do siatki "ubezpieczycieli" trafił Rafał Iwan i dał swojej drużynie skromne, ale jakże cenne prowadzenie. To podrażniło rywali, ale nie przeniosło się na ich lepszą grę - wciąż dominowali "zieloni", którzy w 12. minucie - po celnym strzale z rzutu karnego Daniela Suleja - prowadzili już 2:0! "Ubezpieczyciele" przebudzili się pod koniec pierwszej połowy. Nadzieję na trzy punkty golem w 19. minucie dał Mariusz Nawrocki.
Jednak po przerwie to "aptekarzy" byli bliżsi strzelenia gola - kilka sekund po gwizdku wznawiającym grę pięknym strzałem popisał się Rafał Iwan, ale minimalnie spudłował. Od tego momentu gra się wyrównała i zaostrzyła. Obie ekipy kilkukrotnie próbowały szczęścia, ale piłka - niczym zaczarowana - nie wpadała do siatki. Niemoc w 28. minucie ładnym strzałem przełamał Tomasz Nowak. O losach spotkania miały zadecydować ostatnie jego fragmenty.
Próbę nerwów lepiej wytrzymali zawodnicy BAYER-u. W 36. minucie nokautujący cios zadał Piotr Ulasiuk, który przymierzył z dystansu i strzelił nie do obrony, obok bezradnego Mikołaja Rysia. Mikołaj - choć tego dnia bronił niespodziewanie, acz bardzo dzielnie - musiał tym razem uznać wyższość strzelca. A Piotr? Cóż - przez cały mecz trzymał gardę i czekał. Aż w 12. rundzie, niczym klasowy puncher, zadał cios, po którym rywal nie podniósł już się z desek.
Piotr Wesołowicz
