(Nie)pechowa trzynastka RUVILLE. Kolejne pewne zwycięstwo
Zawodnicy RUVILLE zawsze na swoich meczach pojawiają się w pełnym zestawieniu - w czwartek na Warszawiance stawili się w trzynastu i wcale ta liczba nie okazała się dla nich pechowa. Byli bowiem o krok od strzelenia... trzynastu goli. ostatecznie ich licznik zatrzymał się na jedenastu, a oni sami pokonali COMPENSĘ dając jej strzelić ledwie trzy gole."Żółto-czarni" od początku nastawili się na ostry pressing. Mieli mocne wsparcie z ławki, mogli pozwolić sobie na bieganie za rywalem w pełnym gazie. Opłaciło się to już po pięciu minutach. tytus Sawa przejął zgubioną przez rywala piłkę, pognał na bramkę rywali i pewnym strzałem otworzył wynik spotkania. Wyrównujący gol, który w dziewiątej minucie, był golem-marzenie. Jacek Pyrzanowski przyjął piłkę stojąc tyłem do bramki, obrócił się i... zaczarował bramkarza rywali. uderzył nie do obrony. Brawa! Okazało się jednak, że to był łabędzi śpiew Compensy. Kolejne gole strzelali już niemal tylko rywale. Aktywny Dominik Royca, Piotrek Grochowski, Czarek Gotowicki... cała "żółto-czarna" plejada!
Bohaterem spotkania okazał się - nie po raz pierwszy - Paweł Wiśnioch. Nie dość, że strzelił dwa gole i zaliczył asystę, to jeszcze... stanął na bramce (kontuzja golkipera) wybronił kilka groźnych strzałów (!), a nawet rzut karny (!!!). Dodajmy jedynie, że negatywnym (choć dla swojej drużyny pozytywnym) bohaterem tej akcji był Piotr Grochowski. To on, stojąc na linii bramowej i wybijając piłkę ręką, sprokurował "wapno". Za swoje zachowanie zarobił czerwoną kartkę, ale... jego drużyna gola nie straciła. Od razu przypomina się sytuacja Luisa Suareza, który w ten sposób zapewnił Urugwajowi zwycięstwo na ostatnich mistrzostwach świata. Gratulujemy sprytu, ale zachowanie po cichu potępiamy ;-)
PW
