Milenijne przełamanie
MILLENNIUM LEASING wraca do swojej optymalnej formy, przerywa passę dwóch porażek bardzo przekonującym zwycięstwem nad wymagającym rywalem.
Ostrożna gra zdecydowanie zdominowała początek spotkania, żadna ze stron nie chciała szybko stracić bramki, więc nie podejmowała dużego ryzyka. To asekuranckie granie przerwał dopiero duet Sieciechowiczów, Tomasz ruszył lewym skrzydłem niczym Frank Ribery i dograł do Mateusza ustawionego na linii pola karnego. Od tego momentu Leasingowi specjaliści wrzucili swoje najwyższe obroty i zdecydowanie przyśpieszyli grę. Pokazali, że wszystko mają pod kontrolą nawet, gdy po błyskawicznej kontrze wyrównał Krzysztof Kaczor.
W ciągu dwóch minut zdobyli trzy bramki i pokazali, że nie ma z nimi żartów. Główny aktor tego spektaklu, Tomasz Sieciechowicz, najpierw dwukrotnie asystował, a po chwili samemu trafił do siatki. Zarządzał środkiem pola ze spokojem i kunsztem Mesuta Ozila, podał na milimetry do kolegów z zespołu, a gdy było trzeba to przyśpieszał akcję. Milenijni mieli tego wieczoru więcej futbolowej wyobraźni i co chwila zaskakiwali rywala. Często wciągali Okularników na własną połowę, aby po serii podań znaleźć się w ich polu karnym. VERMARI atakowało głównie środkiem, gdzie było gęsto od białych koszulek rywali.
Trzeba też przyznać, że tego wtorkowego wieczoru los nie był dla nich zbyt łaskawy. Piłka kilkukrotnie odbiła się od stalowego szkieletu bramki Macieja Kołakowskiego. Potwierdzeniem tego jest rzut karny wykonywany przez specjalistę w tej dziedzinie Darka Rolaka. Futbolówka po jego strzale uderzyła w słupek i zamiast zatrzepotać w siatce to opuściła plac gry. Darek nie zwiesił jednak głowy i co chwila napędzał nowe akcje zespołu. Wraz z Krzysztofem Kaczorem próbował nawet uderzeniem z dystansu, ale zdecydowanie brakowało szczęścia.
To może być początek zwycięskiego marszu MILLENNIUM, o ile tylko w każdym kolejnym meczu również będą walczyć z takim zaangażowaniem i pomysłem.
Zawodnik meczu: Tomasz Sieciechowicz [MILLENNIUM Leasing]
Tytaniczna praca włożona w zwycięstwo zespołu, walczył, podawał, strzelał, napocił się co nie miara, ale było warto.
Damian Ambrochowicz
