Jak w Moskwie
Kolory koszulek obu zespołów oraz pogoda tego wtorkowego wieczoru sprawiły, że moja pamięć mimowolnie przeniosła się do 2008 roku i finału Ligi Mistrzów między Chelsea Londyn i Manchester United. Te dwa spotkania łączy także wynik po regulaminowym czasie gry.
Powyższe porównanie nie jest przesadzone, emocje, szybkość gry i chęć zwycięstwa były równie silne jak w pamiętnym meczu na Łużnikach. Obie drużyny rozgrzane do czerwoności walczyły o pełną pulę. Wynik meczu otworzył Paweł Śliwa, ale jeszcze przed końcem pierwszej połowy wyrównał Marcin Witowski. Druga połowa to już, jednak grad, na szczęście nie z nieba, a goli.
Na samym początku drugiej odsłony Czerwone Diabły wyszły na prowadzenie, ale po niecałej minucie ponownie był remis. Po chwili scenariusz się powtórzył, szybki gol i błyskawiczna odpowiedź. Przy stanie 3:3 fatalny błąd popełnił Sebastian Burzyński, kierując piłkę do własnej bramki. Czas uciekał, a Michał Żołnowski i spółka musieli zdobyć bramkę. Rzucili wszystko co mieli do ataku, aż w końcu w ostatniej minucie wywalczyli rzut rożny. Do piłki podchodzi Przemek Lamparski, który płaskim dośrodkowaniem obsłużył rewelacyjnego tego wieczora Witowskiego, dla którego skierowanie futbolówki do siatki było dziecinnie proste.
Zawodnik meczu: Marcin Witowski
Hat-trick, z czego ostatni gol dający punkt, dodatkowo asysta. Mówiąc krótko - „pozamiatał”.
Damian Ambrochowicz
