Rutyna wypunktowała młodzieńczą fantazję
VERMARI jedną z dwóch ekip ELIT Ekstraklasy, która w tym sezonie nie straciła jeszcze punktów - zespół Krzysztofa Kaczora w piątkowy wieczór nie uległ presji i pokonał wyżej notowany DEUTSCHE BANK aż 4:1. "Gang Arka Raczkowskiego", który celuje w pierwszy w swojej historii tryumf w całych rozgrywkach, musiał obejść się smakiem i znieść już drugą porażkę w trwających rozgrywkach.
Przed meczem członkowie ekipy VERMARI dzielili się swoimi spostrzeżeniami na temat klasy rywala - doceniali ich osiągnięcia z poprzednich edycji ELIT Ekstraklasy, wskazywali na młodych, żądnych zwycięstw graczy "bankowców" - Sebastiana Kuśmirka, Błażeja Bartola czy Kamila Modzelewskiego. Czy obawiali się bezpośredniego starcia? Jeśli tak, to pierwsze minuty spotkania szybko rozwiały ich obawy.
Ekipa VERMARI zaatakowała szybko i z werwą, jakby nie czekając na ruch przeciwnika. "Niebiescy", głównie za sprawą Damiana Metryki, ale i Maksymiliana Poczmana i Krzysztofa Kaczora, niemiłosiernie ostrzeliwali bramkę strzeżoną przez Krystiana Lipskiego - nowicjusz w barwach DEUTSCHE BANK dość długo zachowywał czyste konto, bronił pewnie i szczęśliwie, ale w końcu naporu rywali nie wytrzymał - bramki dla VERMARI jeszcze w pierwszej połowie zdobyli Krzysztof Kaczor, Damien Metryka i Piotr Ziętek. DEUTSCHE BANK odpowiedział tylko jednym trafieniem, autorstwa ambitnego Sebastiana Kuśmirka.
Jego koledzy nie dostosowali się jednak poziomem ambicji do swojego kolegi. W drugiej połowie DEUTSCHE BANK grał nerwowo, chaotycznie, bez pomysłu w ataku i ładu w obronie. Kiedy trzeba było nadrabiać straty, oddał inicjatywę rywalowi. A ten, niespiesznie, dobił "bankowców" kilka minut przed końcem spotkania - ładną zespołową akcję, w której swój udział mieli m.in. Tomasz Zadziełło-Zieliński i Maksymilian Poczman, wykończył Damian Metryka.
Tym samym VERMARI wciąż jest niepokonane w rozgrywkach ELIT Ekstraklasy. Z kolei DEUTSCHE BANK znajduje się na drugim biegunie - z dwoma porażkami okupuje dno tabeli. Nadzieją dla "bankowców" jest fakt, iż to dopiero początek rozgrywek i słaby start nie musi wykluczać efektownego finiszu.
Piotr Wesołowicz
